Relacja Chaszczok 10 12 2011 Mariusz Versus

Chaszcze chrzęściły pod chyżymi harpaganami

Mariusz Versus
13 grudnia 2011
Fot. Paweł Piszczek„Wśród bagien i mokradeł koryta Wisły czułem się jak bohater filmu akcji salwujący się ucieczką przez dżunglę. I tu był pewien dysonans, bo zadane tempo kłóciło się z chęcią kontemplacji malujących się niskim, ostrym, grudniowym słońcem obrazów. Postanowiłem wracać w te błotne grzęzawiska, uczynić je moimi plenerami” – Versus, o Chaszczoku  – śnieżnym biegu z przeszkodami (10.12.2011).Tak chciałbym móc spędzać każdy dzień, każdy gdzieś pod jesień mego życia!
No nie, nie na przedzieraniu się śliskim błotem po nadwiślańskich chaszczach!
Odnosiłem się do tego, co zdarzyło się trzy godziny przed startem do tego biegu.
Przymuszony podjęciem się pewnego obowiązku, już o świcie zjawiłem się na …Woli Justowskiej.
Sprawy poszły bardzo pomyślnie, dlatego już kilka minut po ósmej siedziałem w wolskiej kawiarence. Zamówiłem kawę, ciastko, …i jeszcze jedno ciastko. Usiadłszy twarzą ku wschodowi, mrużąc oczy obserwowałem wspinające się po gałęziach coraz wyżej Słońce. Rzucałem także spojrzenia na nielicznych przechodniów, i wspominałem dzień, kiedy to po trudach treningu, w tym samym lokalu krzepiłem siły z pewną Bikerką.
Dopiero zegarek przymusił mnie do dalszej drogi, zakupienia koksu (sok pomidorowy, Kubuś) i zameldowania się na Wioślarskiej.
Byłem jednym z pierwszych. Załatwiłem formalności, przebrałem się, i stojąc na chodniku zamieniałem po kilka słów to z tym(Pit), to z tamtym.
Nadszedł czas na rozgrzewkę. Podobnie jak większość, wybrałem wariant bierny, czyli sterczenie pod ścianą w ciepłym holu biura zawodów.

Start!
Na maratonach rowerowych ta chwila, to pewien rytuał. Tu, coś jak na dworcu kolejowym rzucona w ostatniej chwili informacja o zmianie peronu! Wszyscy, jeden przez drugiego, biegną przed siebie co sił w nogach!
Jak spłoszeni wypadliśmy z obiektu, żwawo wspięliśmy się na wał, pomyszkowaliśmy z drugiej jego strony, by po kilku minutach wrócić na powrót pod bramę, gdzie miała się rozpocząć pętla właściwa.
Ale za tym wałem zdarzyła się rzecz wyjątkowa. Po „omsknięciu się” po śliskiej błotnej beri na teren za wałem, skierowaliśmy się ku Słońcu, pod światło. „Film” w tym momencie powinien zwolnić tempa, by zwrócić uwagę widza na skrzące się w blasku światła kłosy wysokich, wyschłych traw, a wśród nich, a to z uwagi na krętość ścieżki, pulsujące różnymi barwami koszulki zawodników.

Przerywnik muzyczny nr 2 - włącz i słuchjąc czytaj dalej

Biegnijmy jednak dalej!

Nie jest to moja dyscyplina. Doświadczony kilkoma(na przestrzeni blisko dwudziestu lat) incydentami biegowymi jednak wiem, moje „wyjeżdżenie” rowerowe pozwoli mi na pokonanie tego dystansu bez „dawania z buta”(?).
Trzymam równe tempo, nisko szuram stopami, chociaż w tym terenie to niebezpieczne. Chętnie umiejscawiam się za maruderami, by ograniczali mój zapał. Mijam kilka osób, a to z powodu sprytu w pokonywaniu przeszkód, a to z powodu ich „zgonów”. Zostałem także wyprzedzony przez kilku zawodników, a dokładnie zawodniczek, Pań. Hmmm, były młodsze, dużo młodsze ode mnie. Prawie dzieci?

W dalszej części trasy także nie obyło się bez estetycznych zachwytów. Wśród bagien i mokradeł koryta Wisły czułem się jak bohater filmu akcji salwujący się ucieczką przez dżunglę. I tu był pewien dysonans, bo zadane tempo kłóciło się z chęcią kontemplacji malujących się niskim, ostrym, grudniowym słońcem obrazów. Postanowiłem wracać w te błotne grzęzawiska, uczynić je moimi plenerami.

Przerywnik muzyczny – włącz i słuchjąc czytaj dalej

Przed metą przygotowano jeszcze pewna atrakcję, w postaci pięciolitrowego baniaczka z wodą, który należało „przetaszczyć” szeroką pętlą przez wał wiślany, by później …zabrać sobie do domu! I to wszystko jeszcze pod warunkiem trafienia kamieniem w kawał blachy zawieszony na drzewie!
Wpadłem na metę podobno 60ty. Dostałem wycięty… jakże by inaczej, z jakichś chaszczy, pamiątkowy eko medal. Skorzystałem z poczęstunku, asystowałem aktywnie ceremonii dekoracji, by w domu być …tuż przed obiadem, z dylematem „co zrobić z tak mile rozpoczętym dniem?”.

Gratulacje dla Organizatorów!
Brawa dla Zawodników!
Podziękowania dla Kibiców!